czwartek, 15 marca 2018

Powrót po przerwie i podsumowanie piątego semestru




Cześć wszystkim wytrwałym Zaglądaczom! :D
Nie było mnie tutaj dwa i pół miesiąca, więc jest o czym opowiadać. Podsumuję piaty semestr na psychologii a następnym razem napiszę plany na kolejny, szósty semestr. Dopiero teraz się za to zabieram, ponieważ po pierwsze wcześniej nie wiedziałam co i jak, a po drugie zmotywował mnie komentarz czytelniczki :)




Gdzie byłam jak mnie nie było?

Od połowy grudnia miałam w pracy bardzo intensywny okres przesycony internetem i social mediami. Oprócz wspominanej we wcześniejszych postach rekrutacji, pomagałam dziewczynom z employer brandingu w postowaniu na FB oraz insta, a także próbowałam skoordynować jakoś współprace ze znanymi w internetach graficzkami. Miałam zatem dosyć internetu i podczas sesji starałam się robić odwyk.
Weekendy spędzałam raczej z moim Księciem z bajki i dzięki temu udało mi się utrzymać telefon w torbie z wyłaczoną transmisją danych.
Przyznam szczerze, że nawet uczyłam się tym razem podczas sesji, aczkolwiek efekt uzyskałam nijaki.

Do rzeczy - co takiego działo się w piątym semestrze?

Miałam w sumie 3 przedmioty + fakultet. Na psychologii osobowości z prof. Gasiulem jak zwykle słuchałam, robiłam notatki a na koniec nic nie pamiętam :)  Ćwiczenia z jego żoną były fajne, niestety trochę chorowała a to studia zaoczne, więc jakaś strata była. Wypełnialiśmy testy osobowości - w tym Wielką Piątkę, a następnie dokonywaliśmy autointerpretacji na podstawie klucza. Do czego mi się to przyda? Jeszcze nie wiem ale dobrze było poznać klasyczne testy i przekonać się na sobie jak wyglądają i co badają.

Diagnoza psychologiczna to moja zmora ostatniego półrocza. Może i dało się gorzej poprowadzić zajęcia ale te były wystarczająco słabe. Na wykłady przestałam chodzić, kiedy pani prowadząca zaczęła przynosić nam artykuły ze szkoły psychoterapeutycznej, w której się uczy. Po pierwsze nie lubię tej szkoły, nie lubię tego podejścia a po drugie wykład sprowadzał się do autentycznego czytania przez wykładowcę artykułu przez cały czas trwania. Bez przerwy na refleksję chociażby i bez możliwości udostępnienia nam tych materiałów do dalszej pracy nad nimi. Teoretycznie można było dostać 5 z kolokwium na ćwiczeniach i być zwolnionym z egzaminu i w praktyce niektórym się to udało ale ja się poddałam. Absolutnie nie podchodzi mi nurt psychodynamiczny, a niestety cały zbiór lektur obowiązkowych sprowadzał się do tego. Najgorzej chyba było czytać to i uświadamiać sobie jakich mechanizmów obronnych używam, w jakich sytuacjach oraz skąd się one wzięły i czemu w takiej formie. Nic nie było fajnego na tych zajęciach. Każde polecenie było podane w sposób do interpretacji, a ja nie chciałam dostać 5 (wtedy musiałabym robić wszystko dokładnie tak jak chciałaby prowadząca), zamiast tego chciałam samodzielnie popłynąć, co nie zawsze było wysoko oceniane.

Psychometria była dziwnym przedmiotem. Teoretycznie mieliśmy uczyć się konstruowania testów psychologicznych i szacowania czy spełniają określone kryteria do użytku w różnych sytuacjach. Na wykłady nie chodziłam bo wyglądały w ten sposób: prowadząca włącza prezentację i czyta ją a studenci w międzyczasie muszą przepisać slajdy, szybko bo jest ich dużo. Materiałów nie chce udostępnić bo to streszczenie podręcznika, który nie jest jej autorstwa. Na wykłady wystarczyło więc przeczytać jeden podręcznik i nie męczyć się. Ćwiczenia były o wiele lepsze, chociaż z tą samą osobą. Robiliśmy projekt w grupach - własny test psychologiczny spełniający wszystkie kryteria lub niekoniecznie ale musieliśmy przejść cały proces od wymyślania, skonstruowania, badań, aż do ostatecznych wyników w formie raportu. Liczyliśmy też różne parametry testu na zajęciach i z tego było kolokwium, ani łatwe ani trudne. Uczyłam się i poszłam przygotowana.

Jako fakultet wybrałam wprowadzenie do pakietu statystycznego R i w sumie to nawet mi się podobało. Nie robiliśmy nic szczególnego i już w sumie nie pamiętam co po kolei ale świetna opcja na rozruszanie mózgu w sobotę o 8 rano. Wybrałam taki przedmiot bo nie chciałam powtarzać układu nerwowego po raz enty, psychologia dziecka średnio mnie interesowała a język migowy był kontynuacją. Dodatkowo Mateusz - analityk. zakochał się w R, chłopcy pracujący w jakimś dziale z szacowaniem ryzyk ubezpieczeniowych za ścianką jarali się R, kandydaci do aktuariatu i na super popularnego data scientist wpisywali do CV przynajmniej podstawową znajomość R - uznałam, że skoro mam okazję to zobaczę o co im chodzi. Coś tam kumam, jednak nie umiałabym zrobić nic z tego co robią moi aktuariusze i nadal nie rozumiem co oni mówią :)


Czy kolejny semestr będzie lepszy?

Zdecydowanie tak! Ogólnie cała wiosna zapowiada się pełna wrażeń i pewnie nie będę pisać często ale obiecuję, że postaram się chociaż najważniejsze rzeczy zostawiać tutaj dla przyszłych psychologów i nie tylko :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)