niedziela, 26 listopada 2017

Psychologia to trudny kierunek (emocje po zajęciach)



Piszę, żeby wypuścić powietrze z płuc. Jestem bardzo wkurzona na swojego brata, który postanowił urządzić imprezę w weekend, kiedy mam zjazd na uczelni. Tym samym wygrał bana na imprezy w mieszkaniu dopóki będzie mieszkać ze mną. Gratuluję.

Co mnie tak zdenerwowało? Nie mam nic przeciw imprezom, nawet w mieszkaniu, pod warunkiem, że nie mam wtedy zajęć na uczelni. Jest to dla mnie mega ważne, ponieważ studiuję zaocznie i każdy weekend szkolny jest dla mnie na wagę złota. Już nawet nie chodzi o to, że chcę się najzwyczajniej w świecie wyspać.


Chodzi o to, że PSYCHOLOGIA TO TRUDNY KIERUNEK do studiowania, nie dlatego, że ciężko się czegoś nauczyć, zapamiętać, przyswoić jakieś teorie. Ciężko jest się ogarnąć po niektórych zajęciach. Chcąc się czegoś nauczyć nie wystarczą prezentacje, wykłady, notatki ani nawet mądre podręczniki. My PRACUJEMY EMOCJAMI, które bywają różne. W życiu też bywa różnie, dlatego wgląd jest raz trudniejszy raz łatwiejszy.

Kiedy po całym dniu ćwiczeń wracam do domu to chcę po prostu odpocząć. Wyciszyć się, zrelaksować, odciąć na chwilę i wrócić do analizowania tego co było omawiane. Pamiętam jak na zajęciach z etyki zawodu psychologa omawialiśmy eutanazję i transplantację. Miałam wtedy wujka po przeszczepie nerki od zmarłego dawcy, a właściwie dawczyni, młodej motocyklistki. Uświadomiłam sobie, że moja rodzina nie wie, że też chcę zostać potencjalnym dawcą. Po powrocie ze szkoły zapisałam się na dawcy.pl i zaczęłam z nimi rozmawiać. W zaistniałej sytuacji nie mieli nic przeciwko ale też nie skomentowali tego w żaden sposób. Zaczęłam wtedy zastanawiać się nad tym co czują rodziny, które się nie zgadzają, dlaczego, i jak to zmienić w sposób nienachalny.

Wczoraj po całym dniu ćwiczeń też nie było lekko. Na rozgrzewkę psychometria i dziesiątki tabelek do obliczenia, na szczęście awersja do matematyki i ogólnie liczb minęła mi w okolicach matury. Następnie jak zwykle kolejny test osobowości na prawie dwieście pytań, tym razem chociaż wynik mi się nie podobał to niestety czułam jego wiarygodność.  Ostatnia była diagnoza, gdzie przez pierwszą połowę zajęć obserwowaliśmy scenkę dramową i każdy mógł się włączyć dodając coś od siebie. Później to komentowaliśmy a na koniec oglądaliśmy i omawialiśmy przebieg sesji terapeutycznej, z której mieliśmy sporządzić notatkę. W domu. Nie mogłam tego zrobić bo właśnie szykowała się impreza, która miała trwać max do północy. Trwała godzinę dłużej i mogłaby trwać jeszcze, gdybym nie reagowała.

Dziś poszłam na zajęcia wkurzona i niewyspana, z nieprzygotowaną notatką. Chciałam ją sporządzić po powrocie ale kiedy weszłam do domu, okazało się, że towarzystwo jeszcze się nie rozeszło. Coś takiego absolutnie nie powinno mieć miejsca. Weekend zjazdowy to weekend święty. 

Dlaczego nie chciałam pobawić się z resztą? Oczywiście namawiali mnie na drinka "na lepszy sen" ale wybrałam melisę, podwójną. Z emocjami jest tak, że nie mogę ich ciągle wypierać i uciekać w rozrywki. Na pewno nie zamierzam wypierać tych, które pojawiły się na zajęciach. Pacjenci często wypadają z terapii właśnie przez to, że w nieodpowiedni sposób sobie radzą z tym co czują. 

Na szczęście lata praktyki pozwoliły mi nabyć umiejętności przeżywania negatywnych emocji i już się ich nie boję. Co nie znaczy, że jest to dla mnie łatwe.

W ogóle mam jakiś drażliwy okres ostatnio, bardzo dużo RÓŻNYCH emocji i ludzi, którzy nie potrafią ich uszanować bo są zapatrzeni w siebie. Potrzebowałam tego weekendu na refleksje a nie na wkurw.

Powolutku wracam też do książek, które odstawiłam na jakiś czas bo nie byłam w stanie skupić się na żadnej i jej dokończyć. Chcę odzyskać równowagę i zamknąć się na jakiś czas w swojej strefie komfortu, dawno mnie w niej nie było.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)