czwartek, 14 września 2017

Moja największa słabość, którą chcę zwalczyć



Rozłożyło mnie przeziębienie w połowie sierpnia i do dzisiaj walczę. Przychodzę codziennie z pracy do domu i jedyne co jestem w stanie zrobić to gotowanie. Tylko dlatego, że to uwielbiam i traktuję jak relaks. Wieczorem siadam zawinięta w coś ciepłego z dzbankiem herbaty, która ma pomóc mi oddychać. No i faktycznie, imbir albo goździki pomagają doraźnie. Wypiłam butelkę flegaminy i nadal szczekam jak pies. Na gripex już mi szkoda serca bo też nie pomógł. Dobrze, że gardło po kilku dniach się uspokoiło.
Nie wezmę wolnego bo nie mogę (dopóki samodzielnie oddycham, nie pójdę do lekarza). Tak się w końcu zastanawiam co jest moją słabością największą.



Ta głupia zawziętość, która tylko czasem do czegoś prowadzi? Tak naprawdę mogłabym odpuścić i powiedzieć, że jestem chora i nie przyjdę. Tylko nie mogę - tak wewnętrznie nie mogę bo pewnie świat by się nie zawalił. Jeszcze dziś zgodziłam się na nadgodziny ale cudem wyszłam po 9 godzinach bo nie było nikogo w service desk żeby zainstalować mi aplikację. W sobotę będę spać do południa, przynajmniej spróbuję sobie wmówić, że wcale nie szkoda dnia.


Jak tak sobie myślę, to jest też druga strona medalu bo ja naprawdę często odpuszczam. Coś tam sobie pogotuję i więcej nic mi się nie chce. Odpalam kolejny odcinek "Seksu w wielkim mieście" i maluję paznokcie albo robię nic. Dla zabicia czasu nawet tindera zainstalowałam. Dzieje się tak odkąd zamieszkałam w centrum i nienawidziłam tamtego mieszkania, współlokatora i jego kumpli.
Aniu z Polnej, jeśli to czytasz to chcę ci podziękować za wspieranie w chwilach kiedy chciałam ich wysadzić w powietrze. Przez trzy miesiące starałam się tylko przetrwać i robić odmóżdżające rzeczy, o gotowaniu nawet nie było mowy. Teraz, zwłaszcza jak nie mam siły oddychać, ciężko jest mi się zebrać w sobie i coś robić.

Teoretycznie wiem, że kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie jest systematyczność, regularność. Praktycznie, moją największą słabością jest brak równowagi, którą staram się uzyskać i pokładam wielkie nadzieje w powrocie na moje ukochane Bemowo. No więc jestem tu i chcę wyzdrowieć bo mam plan powrotu do życia. Koniec z pracoholizmem, koniec z olewaniem wszystkiego czego nikt ode mnie nie egzekwuje. Ja obecnie nawet lekarstw nie umiem wziąć na czas i regularnie :(

Uwaga! W najbliższy wtorek zaczynam English for HR na UW Otwartym :) Przynajmniej we wtorki nie będę mogła olać wszystkiego, tak dla równowagi. Dodatkowo trzeci rok psychologii zaczynam już 23. września, więc też pewnie wpadną mi jakieś spotkania koła naukowego i nie wiadomo co jeszcze ale nie mogę się doczekać końca wakacji :D

Podsumowując - uważam, że moją słabością jest brak umiejętności zarządzania sobą w czasie (lenistwo?). Nie powiem, że nie mam na coś czasu bo mam. Mogę ćwiczyć, pisać regularnie tutaj, uczyć się programowania. Tylko kiedy mi się nie chce to mi się nie chce i żaden tekst motywacyjny mnie nie zmusi jeśli sama sobą nie zarządzę w odpowiedni sposób. Ale walczę, dlatego rzuciłam sobie wyzwanie 30 dni pisania. Jak na mnie to muszę przyznać, że 8 tekstów w ciągu 14 dni to i tak dużo :)
Jeden nawet szczególnie wartościowy, aż pojawił się na moim ulubionym blogu i przyciągnął fajne osoby. Pozdrawiam wszystkich czytelników z bloga Ani :)

P.S.: nie skończę wyzwania z końcem września, zdecydowałam się wypisać wszystkie tematy i dopiero odsiać ziarno od plew, czyli usunąć zapchaj dziury i zostawię tylko to co uważam za ciekawe






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)