piątek, 8 września 2017

Kto mnie inspiruje?



Pisałam już, że uwielbiam otaczać się inspirującymi ludźmi. Co to dla mnie znaczy? Bardzo lubię ludzi otwartych i pozytywnie nastawionych do życia. Gdybym miała wskazać tylko jedną osobę, która jest dla mnie największą inspiracją to bym nie mogła. Cieszę się, że mam okazję poznawać różnych ludzi i czerpać z nich to, co najlepsze.


W życiu codziennym najwięcej zyskałam czytając codziennie bloga aniamaluje.com
Ania jest najnormalniejszą w świecie dziewczyną i jakoś nigdy nie traktowałam jej jak gwiazdy internetu (mimo iż czyta ją setki tysięcy ludzi). Oprócz jej tekstów na blogu zawsze czytam też komentarze. Moment przełomowy był w okolicach zeszłej zimy kiedy powiedziała życiu YOLO i ruszyła w podróż. Później mieliśmy kameralne spotkanie w Sound Garden Hotel (polecam, jest cudowny!) i powstała najlepsza grupa na całym Facebooku. Będąc w niej mam codzienną dawkę inspiracji od wielu wspaniałych i kreatywnych dziewczyn. Pomagamy sobie wzajemnie w trudnych i trudniejszych sytuacjach, zawsze możemy otrzymać wsparcie czy najzwyczajniej pochwalić się czymś. Nikt nie hejtuje i nie rozsiewa złej energii, ta grupa to samo dobro. Miałam okazję spotkać się z dziewczynami w Warszawie, była też konwersacja po angielsku z kamerką na Skype, zaglądam na ich blogi oraz Instagramy i czuję się zainspirowana. Aż chce się żyć :D

Pod kątem zawodowym to akurat nie jest dużym zdziwieniem, że najbardziej inspirują mnie osoby z mojego działu. To cudowne, mieć okazję na co dzień czerpać inspirację do coraz lepszego wykonywania swojej pracy od osób, z którymi pracuję. Nie od obcych nołnejmów znikąd. Nie z samych książek i ted talks. Uwielbiam tych ludzi i na pewno będę dobrze wspominać moją przebojową szefową, która jedzie na południe Europy, by wziąć byka za rogi i już w stu procentach samodzielnie kreować swoją rzeczywistość.

Pozostaje jeszcze oddzielny obszar mojego życia, z którym jeszcze nie mam pojęcia co zrobić ale na pewno będę kontynuować i skończę dopiero, jeśli przestanę widzieć jakikolwiek sens. Chodzi o sferę naukową, konkretnie psychologię. Zaczęłam te studia z ogromną ciekawością i już na starcie odnalazłam to, co podoba mi się najbardziej. Być może dlatego, że przez cały pierwszy rok i kawałek drugiego, wiedzę przekazywała nam mądrość wcielona. Najlepszy wykładowca jakiego można sobie wyobrazić. Ogrom wiedzy i umiejętność jej przekazania. Z każdą minutą zajęć z naszą Królową Lodu, czułam jak spływa na mnie fala inspiracji. Bez problemu zdałam na piątkę egzamin, który odsiewa ziarno od plew i z którego do tej pory ludzie mają warunek. To dzięki niej zakochałam się w mózgu i mogłam robić te wszystkie fajne rzeczy z fajnymi ludźmi w kole naukowym. Przez nią chodziłam na dni mózgu i warsztaty eeg w znienawidzonym SWPS. Dzięki niej uwierzyłam, że dobrzy terapeuci istnieją i co więcej, że etyczni psychologowie istnieją. Z wdzięczności za to wszystko nie wiem co mogłabym zrobić. Do głowy przychodzi mi tylko bycie stróżem etyki psychologicznej, zarówno u siebie jak i u innych (tak, studentów też obowiązuje kodeks etyczny już od pierwszego dnia na uczelni).

Właściwie to tak bardzo jak denerwują mnie ludzie, tak bardzo mnie też inspirują. Wszystko sobie analizuję i dokonuję interpretacji, starając się dostrzec zawsze coś pozytywnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)