czwartek, 17 sierpnia 2017

Państwo Einstein, Albert i Mileva - z miłości do nauki



Oboje dla nauki sprzedali swe ciała i dusze ale tylko jedno z nich odniosło sukces. Wszyscy znamy Alberta Einsteina, lecz pomijamy Mitzę, traktując ich jakby faktycznie byli jednym kamieniem. Co takiego jest w nauce, że człowiek ma ochotę oddać jej się w całości?


Oboje pochodzą z rodzin, które wspierały ich wybitne umysły. Rodzice dbali o jak najlepsze wykształcenie i wierząc w ich talent. Co prawda ojciec Alberta krytykował fizykę teoretyczną jako słabe źródło dochodu ale Mileva musiała stawić czoła jeszcze większym zarzutom. Jako kobieta w tamtych czasach była jedną z nielicznych studentek i musiała ciężko pracować by udowodnić mężczyznom, że jest tego warta. Niestety jej życie potoczyło się zupełnie inaczej niż planowała, za to Albert osiągnął wszystko co tylko mógł sobie wyobrazić.

Ich losy od początku do końca możecie śledzić w serialu "Geniusz", produkcji National Geographic. Jest mocno osadzony na faktach (autentycznych :P ) a muzykę zrobił do niego Hans Zimmer. Właśnie te aspekty przemówiły za tym, żebym obejrzała serial, który zapowiadał się naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o scenerię to muszę przyznać, że poczułam swój ulubiony klimat :) Mimo iż, większość akcji rozgrywa się w Zurychu to zdjęcia kręcono w Pradze. Pamiętam jedną z najpiękniejszych scen, w piątym odcinku kiedy mieszkają właśnie w  Pradze i wyszli z przyjęcia nocą. Zamiast skupić się na fabule, podziwiałam piękne widoki w tle.



Serial wydawał mi się na tyle autentyczny, że zagłębiłam się w biografię Alberta ("Einstein. Pasje uczonego." Barry Parker) oraz z ciekawości sięgnęłam po fabularyzowaną opowieść  o życiu Milevy ("Pani Einstein" Marie Benedict). Jakie mam refleksje? Do żadnego uczonego jeszcze nigdy nie żywiłam tak bardzo sprzecznych uczuć. Z jednej strony geniusz, z drugiej nieodpowiedzialny facet manipulujący swoją kobietą według własnego widzimisię. Wiecie, że miał kiedyś córkę? Nie poznał jej bo nie miał czasu, był zajęty wszystkim tylko nie własną rodziną.



Na początku studiów poznał starszą od siebie Milevę Marić, kobietę o równie pięknym jak on umyśle i trochę mniej doskonałej urodzie. Zakochał się i od razu wiedział, że chce z nią być. Ona wahała się długo, przez swoje wątpliwości nawet narobiła sobie zaległości na studiach spędzając semestr w innej uczelni. Przez te zaległości nie udało jej się w rezultacie zaliczyć egzaminów w terminie, a w kolejnym podejściu przeszkodziła jej nieplanowana ciąża. Albertowi nic nie przeszkadzało w zdaniu egzaminów, jedynie przez swoją zuchwałość miał problem ze znalezieniem pracy po studiach, ponieważ nikt nie chciał za niego poręczyć.



Zjednoczyła ich miłość do nauki a rozstali się również między innymi przez nią, aczkolwiek głównie z winy Alberta (moim zdaniem). Razem się uczyli i tworzyli przeróżne eksperymenty myślowe. Albert był słabszy w obliczeniach, dlatego to Mileva była w tym związku matematyczką. Pomagała mu, wspierała i wymyślała własne hipotezy, które później i tak zostały opracowane i opublikowane pod wyłącznie jego nazwiskiem. Całe życie marzyła o publikacji a w rezultacie nigdy nie została nawet wymieniona w podziękowaniach żadnego z artykułów Alberta. Było jej źle ale trwała z nim i godziła się na wszystko ze względu na dobro dzieci, którym poświęciła resztę swojego życia.

Na forum filmwebu ktoś napisał, że gdyby Maria Skłodowska-Curie miała za męża takiego dupka, pewnie sprzątałaby tylko laboratorium. Trzeba to przyznać, że Mileva Marić miałaby równe szanse jak ona dostać nagrodę Nobla gdyby nie miała tak egoistycznego męża jak Albert Einstein. Zakochana w nauce pokochała też jego, za obietnice wspólnej przyszłości w pracy i w życiu.

Do jakich wniosków doszłam?
1. Kobieta nie powinna zawierzać całego życia mężczyźnie, nawet tak mądremu jak Albert Einstein.
2. Jak dobrze, że żyjemy w czasach kiedy mogę wszystko i tylko ode mnie zależy co wybiorę.
3. Zawsze ceniłam wszechobecne cytaty Einsteina ale czułam, że coś było z nim nie tak, już wiem co.
4. Fizyka jest cudowna :) Mając 12 lat zakochałam się w podręcznikach do fizyki, chemii i biologii do tego stopnia, że założyłam własne mini laboratorium. Niestety sprzęt został mi skonfiskowany po tym jak starszyzna zobaczyła, że mi się oczy świecą na widok kwasów :P Przez całe gimnazjum lubiłam te przedmioty, niestety dalej miałam lipnych nauczycieli i wszystko poszło się...

P.S.: Nasza Królowa Lodu Psychologii zmieniła kierunek po skończeniu fizyki. Przypadek? :)
P.S2.: Ostatnio się zastanawiałam jaki sens mają te moje studia ale sobie przypomniałam jej zajęcia i czym prędzej opłaciłam czesne. Tęsknię za poznawaniem tajników ludzkiej natury od takich mądrych osób. Na zajęciach wręcz czułam jak tworzą mi się nowe synapsy i właśnie choćby po to mi te studia, jako profilaktyka Azheimera :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)