sobota, 24 czerwca 2017

Cześć, zmieniłam adres



Zmieniłam adres bloga, pracy i zamieszkania. Mój mózg ostatnio chyba też zmienił adres bo nie mogę go zlokalizować, nie chwalił się gdzie ucieka...
Tak naprawdę ostatnio zaglądałam tu na początku maja a niedługo kończy się czerwiec i wypadałoby coś o tym napisać.
Zaczynając od końca - zmienił mi się adres bloga bo w końcu po roku od wykupienia własnej domeny znalazłam chęć by poświęcić jedną minutę na zgłoszenie problemu do OVH. Odpisali tak jak prosiłam - łopatologicznie. Powodem tego była oczywiście sesja w toku, czyli czas kreatywnego wymyślania przedziwnych zajęć byle tylko się nie uczyć.
Teraz wypadałoby się bardziej zaangażować skoro będę płacić te 40 zł rocznie :D


Jeżeli chodzi o kwestie blogowe  to zaczęłam się interesować WordPressem, ponieważ całkiem fajne  rzeczy można tam wyczarować za pomocą wtyczek. Już nawet wiem do czego mi się to może przydać za jakieś pół roku :)
Ogólnie jakoś mi się nagle więcej spraw rozjaśniło i już nie dręczy mnie ciągle pytanie "A co jeśli się nie uda?". Pff, jak nie uda się plan A to alfabet ma jeszcze mnóstwo liter i nie słyszałam by któraś była lepsza lub gorsza tylko przez wzgląd na kolejność występowania.

Z resztą jak może mi się coś nie udać? Pisze do was osoba, która postanowiła pracować w HR nie mając doświadczenia. Postanowiłam je zdobyć u najlepszych, więc aplikowałam tylko w jedno miejsce. Mam ten staż i już minęło kilka tygodni a ja dalej się jaram :D
Wiecie jak to jest lubić swoją pracę? Praktycznie wszystko co z nią związane? Ja nie wiedziałam :)
Przez pierwszy miesiąc dojeżdżałam po dwie godziny w jedną stronę i wstawałam przed piątą...
W drodze powrotnej dalej miałam flow i robiłam research w telefonie notując napływające pomysły do notatnika (też w telefonie - #digital).
Na stażu uczę się ciągle czegoś nowego, mam masę pomysłów, jeszcze więcej możliwości i ludzi, którzy są taaaacy faaaajni :D a biuro...myślę, żeby tam zamieszkać :P

Niestety zamieszkałam w zupełnie innym miejscu. Praktycznie samo centrum Warszawy, z obcym chłopakiem. Gdybym wiedziała, że szukam lokum jedynie na wakacje to miałabym inne kryteria poszukiwań a tak wyszło, że nie wiedziałam i dalej w to nie wierzę. Mój młodszy braciszek chce dorosnąć i nauczyć się samodzielności. No i zamieszkamy razem plus jeden z jego najlepszych kumpli. Tak się składa, że mój brat ma fajnych kolegów do tego stopnia, że jeden z nich dołączył do naszej rodziny jako mąż siostry ciotecznej a reszta i tak jest przez nas wszystkich traktowana jak rodzina. Niedawno było wesele a zdjęcie powyżej jest z wiejskich poprawin (<3) i zatarła się granica między rodziną a znajomymi, wszyscy się znali i to było cudowne.
Reasumując, w tym roku czeka mnie jeszcze jedna przeprowadzka...


Nie wiem jak to będzie wyglądało bo oni słuchają polskiego rapu a ja kocham The Dumplings - oni nie.

No a jeśli chodzi o studia to wszystko toczy się samo, właściwie bez mojej ingerencji. Badania w labie zostały chwilowo wstrzymane bo szukamy programu, który nam pomoże ogarnąć skomplikowane zadanie. Sesja w toku (właśnie dlatego piszę, żeby się nie uczyć) i zdałam sobie sprawę z tego jak niewiele pamiętam z tego semestru. Na zerówki nie poszłam bo miałam wesele i poprawiny a pierwsze terminy już jutro. Nie wiem nawet czego się uczyć bo są dwa egzaminy. Psychologię emocji i motywacji jest mega ciężko wkuć bo to same nazwiska i dziwne teorie których nigdy pewnie już nie użyję do niczego. Psychologia społeczna mnie bardzo rozczarowała. O ile ćwiczenia były bardzo fajne to wykład nudy, monotonny, bez sensu i w sumie to mam wkurw straszny.
Przychodzi wybitny i znany profesor, mówi cicho i nieciekawie, właściwie to opowiada o wyświetlanych wykresach ze swoich badań. Na zerówce dał pytania z prezentacji a na pierwszy termin uznał, że mamy przeczytać podręcznik. Nie podał zagadnień nawet, podręcznik jest ogromny i ma ponad 700 stron. Oczywiście nie ten sam, który mieliśmy na ćwiczeniach a tamten był ciekawy i fajny - ten nie jest, ten przyprawia o odruch wymiotny jak się tylko na niego spojrzy. Jak można robić coś takiego??? Przedmiot jest nam bardzo potrzebny do dalszego studiowania, do pracy i ogólnie do życia a facet próbuje zrujnować całe dobre wrażenie, które wypracowała babka z ćwiczeń. Zraził mnie totalnie do siebie i w żaden sposób nie zaciekawił. Być może gdyby nie ćwiczenia to bym już zawsze myślała, że psychologia społeczna to najgłupszy przedmiot na studiach.

Kolejny tekst planuję o tym, jak odkryłam całkiem fajny zawód dla studentów psychologii (i nie tylko) i o tym jak fajnie zbiegło to się z dwudniowymi warsztatami na kole naukowym :)
Tak, wrócę tu i wrzucę coś wartościowego :D
P.S.: wraz ze zmianą adresu bloga chcę trochę podrasować szablon i zmienić logo, więc też niedługo się tym zajmę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)