niedziela, 15 stycznia 2017

Uważaj o czym marzysz...




Pełno teraz w sieci podsumowań i planów noworocznych. Ja bym chciała ustalić w końcu o czym marzę bo chcę spełniać te marzenia. Nie tylko w tym roku. Obudzić się którego pięknego dnia i stwierdzić, że ŻYCIE JEST PIĘKNE a nie tylko może takie być.

Podzielę sobie to na kategorie i myślę, że fajnie będzie co jakiś czas edytować ten tekst z dopisaniem daty kolejnego pomysłu.


  • KARIERA I FINANSE
  • PODRÓŻE
  • ZDROWIE
  • RELACJE


KARIERA I FINANSE
Studiuję psychologię ale niekoniecznie po to by za kilka lat pomagać ludziom w gabinecie. Tego jeszcze nie ustaliłam bo jestem na początku drogi i na razie wszystko mi się podoba. Prawdopodobnie nie będę pracować w szpitalu, na pewno nie w polskim szpitalu. Uczę się angielskiego po to, żeby dać sobie później możliwość wyboru. 
Chcę zarabiać uczciwie i godnie. Ciężkiej pracy się nie boję i mogę pracować nawet fizycznie. Szczerze mówiąc bardzo chętnie bym popracowała fizycznie za jakieś normalne wynagrodzenie, najlepiej za granicą tylko jeszcze nie ustaliłam za którą. Najbliżej mi do tej niemieckiej ale czas pokaże - mam na myśli konkretny czas, a właściwie pół roku jakie sobie daje na wytrzymanie w warszawskich korpo. A może to kwestia źle dobranego stanowiska...
EDIT: Kwiecień 2017, wiem już że to wszystko kwestia źle dobranego stanowiska i firmy, w której nie mogę z siebie nic dać bo zwyczajnie tego nie potrzebują. Postanowiłam wrócić do miejsca, w którym czułam się idealnie tylko zmieniłam obszar. Jeszcze nigdy tak się nie cieszyłam ze zmiany pracy! :D Tydzień na dopaminowym haju, uśmiech wrócił na moją twarz i nie mogę się doczekać wszystkiego co mnie tam czeka :) faktycznie, żółto mam przed oczami :)

PODRÓŻE
No właśnie, daję sobie pół roku na przeorganizowanie życia tak, bym mogła częściej i na dłużej opuszczać mój piękny kraj, z którym nijak się nie utożsamiam. Mogę wyjechać do pracy za granicę i robić cokolwiek byle tylko nie musieć budzić się więcej w tej przeklętej Warszawie i pędzić do korpo na ośmiogodzinną frustrację przy biurku. Niestety pojawia się problem - będę musiała wrócić na rok akademicki ale mam nadzieję, że do tego czasu coś ogarnę.
W planach długoterminowych mam do zobaczenia Wielką Brytanię, Włochy, Hiszpanię, może Francję. Na pewno też Norwegię i pewnie Szwecję. Nic oryginalnego ale chcę i już. Czego się można spodziewać po osobie, która za granicą była tylko w dwóch sąsiadujących państwach. Na marzenia o Azji przyjdzie czas później a na resztę świata być może już zabraknie mi życia przy dotychczasowym tempie. Jeżeli chodzi o konkrety to nie wiem ale na pewno chcę poczuć atmosferę Londynu, spróbować włoskiego jedzenia i francuskich croisantów. Chcę poleżeć nad morzem w Walencji i spróbować tamtejszych pomarańczy. W Norwegii najbardziej mnie ciągnie do Bergen po tym jak przeczytałam książkę o neurochirurgach z tamtejszego szpitala. Do Szwecji chcę popłynąć statkiem i właściwie tylko po to chcę tam jechać. 

ZDROWIE
Zęby są moim przekleństwem - co naprawię to wszystko zaczyna się od nowa. W dodatku kolor jest chmurkowaty a struktura szybko przyciąga kamień. Nienawidzę ich ale na razie nic nie mogę zrobić. Moim marzeniem jest aby móc - póki co nie stać mnie.
Zdrowie to też figura a tu mam jasno postawiony cel: nie roztyć się jak świnia. Wiem, że potrafię dużo jeść. Mieszam wszystko i w takich ilościach, że niektórzy faceci łapią się za głowę. Nie powinnam ale dopóki czuję się w miarę ok to nic z tym nie robię. Chciałabym kiedyś być fit ale tu muszą najpierw pojawić się zmiany nawyków co jest niezwykle trudne. Ciągle jakieś ALE...
EDIT: Kwiecień 2017, nie wiem dlaczego dopiero teraz to odkryłam ale kręgosłup szyjny mam tak bardzo skrzywiony, że boli mnie głowa w okolicy łuku brwiowego :/ Napięcie związane z niestabilną sytuacją jeszcze kilka tygodni temu, paraliżujące zimno od grudnia do marca, sen w autobusie i brak miejsca pod biurkiem w pracy (przez co musiałam przybierać nienaturalną postawę ciała). Trzeba coś z tym zrobić ale w sumie dopiero co to odkryłam bo boli :(

RELACJE
Czyli coś o czym nie lubię rozmawiać a jednak bym chciała przynajmniej umieć. Nie jest tajemnicą, że jestem "dziwna". Koleżanka twierdzi, że poziom empatii mam taki jak u kamienia i kojarzę jej się z Sherlockiem Holmesem - socjopatą. W dodatku podejrzewa mnie też o Zespół Aspergera... Na szczęście można to wytłumaczyć jej statusem studentki psychologii, co oznacza, iż nie należy się przejmować. Ale zaraz, co to ja miałam? :)
Relacje z ludźmi to mój dosyć duży problem. Ja nie zauważam tego tak bardzo jak moi bliscy, którzy od bardzo dawna radzą mi skończyć z wampirami energetycznymi albo przy opłatku życzą przyjaciela bo na chłopaka przestali już liczyć. Wiem, że mają racje bo poczułam to kiedy na chwilę stałam się wolna i nikt nie wysysał ze mnie życia jakieś pół roku temu. Od tamtej pory zrobiłam największy błąd jaki mogłam popełnić i ciągle kombinuję jak znowu poczuć wolność. Moim marzeniem jest, żeby się udało i już nigdy nie dać się zwieść prośbom ani groźbom. 
EDIT: Nie wiem czemu tego wcześniej nie napisałam, może dlatego, że dopiero to do mnie dociera. W marcu 2017 wszystko się zmieniło. Najdłuższa, najbardziej intensywna i najbardziej toksyczna znajomość została zakończona. A jeśli chodzi o moją empatię to zbadałam i jest na bardzo dobrym poziomie (ogółem 8 sten). Natomiast jest to raczej empatia poznawcza, ponieważ ja bardzo wiele potrafię zrozumieć, jednak nie mam szczególnych ciągot do pomocy, zwłaszcza jeśli wiem, iż może to prowadzić do wyuczonej bezradności. Wędka zamiast ryby - uwierz, bardziej ci się przyda :)

Życzę sobie z całego serca takiego życia jakie mi się marzy oraz tego, żebym potrafiła o tym mówić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)