poniedziałek, 9 stycznia 2017

Trzeci semestr na psychologii -dłuuuugie podsumowanie



Skoro mam tu dokumentować przebieg realizacji swojego największego marzenia to czas podsumować czego nauczyłam się w trzecim semestrze studiów psychologicznych. Dużo tego było :)

Powiem szczerze, że na wykładach raczej nie bywałam zbyt często. W odróżnieniu do poprzednich semestrów, kiedy to potrafiłam przyjść w sobotę na 8 rano żeby posłuchać wykładu z filozofii...

Tym razem uznałam, że jeśli starszy pan profesor ma prezentować nam swoją książkę rozdział po rozdziale, w sobotnie poranki to wolę się wyspać i jego dzieło przeczytać na spokojnie w domu. Co ciekawe - wykład o nazwie WYŻSZE PROCESY POZNAWCZE nie miał za wiele wspólnego z ćwiczeniami. Na ćwiczenia zaś chodziłam bardzo chętnie - niestety nasza (nie)oficjalna Królowa Lodu  Psychologii WSFiZ dużo chorowała i zajęcia odbyły się tylko 3 razy :(
[jeżeli nie ruszy specjalność neuro to umrę z rozpaczy]

Psychologię rozwojową prowadziła dr Stanisławiak, która jest cudowną kobietą. Mądra i dowcipna czyli taka jaka powinna być osoba prowadząca ważne wykłady. Dawała nam gotowe - wydrukowane i spięte materiały, puszczała interesujące filmy, zapraszała gości i rozdawała książki na mikołajki. Na początku ustaliłyśmy, że jeśli miałam już ten przedmiot na pedagogice to może mi zaliczyć bez egzaminu ale tylko na 3, jeżeli chcę więcej to muszę pisać egzamin. Bardzo mi w ten sposób pomogła, ponieważ materiału jest strasznie dużo a dzięki pewnemu zaliczeniu nie muszę się niepotrzebnie stresować bo nie potrzebuję wyższej oceny (NIE, NIE MOGĘ MIEĆ STYPENDIUM BO MAM JUŻ WYŻSZE WYKSZTAŁCENIE...). Mimo wszystko na zajęcia chodziłam z wielką ciekawością. Przynajmniej na początku, bo pod koniec semestru zabrakło mi motywacji ale o tym później.

Metodologia czyli trening myślenia odbywał się w formie ćwiczeń i wykładów. Niestety dr Tarłowski jest zbyt dobrym człowiekiem i zgadzał się aby inna grupa nie musiała czekać dwie godziny na zajęcia, więc łączył nas i było za dużo osób. Nadal twierdzę, że jest za dobry bo wrzucał do extranetu mnóstwo tekstów, przykładowe kartkówki a później nawet z rozwiązaniami. Niestety większość osób nawet nie zajrzała do tych materiałów. Na zajęciach rozkładaliśmy na części pierwsze artykuły naukowe i tworzyliśmy własne zalążki badań. Kiedy miałam problem w wymyśleniem narzędzia do badania empatii, koleżanka stwierdziła, iż to dlatego, że kamienie nie mają empatii :)

Jako fakultet wybrałam sobie psychologię rozwoju mowy, która kończyła się w niedzielę o godzinie 19 i mimo, iż był to tylko tylko wykład to nikt nie spał, nie ziewał - wszyscy słuchali żywo zainteresowani. Pani prowadząca jest taka fajna, że ojej :) Powiedziała nam mnóstwo ciekawych i przydatnych informacji. Dzięki tym zajęciom na przykład moja koleżanka odkryła, że chyba chciałaby być logopedą. Mnie bardziej interesują afazje (dlatego ciągle modlę się do nie wiem kogo o specjalność neuro) a na rozwoju mowy dowiedziałam się trochę więcej o tych problemach oraz o tym, że nikt nie chce pracować z afatykami bo to frustrujące. Znaczy się, że chyba odkryłam swoją niszę :)
Zupełnie przypadkowo też odkryłam cudowną książkę "Dar dysleksji". Opuszczone zajęcia trzeba zaliczyć ustnie a w internecie jest taki chaos, jeżeli chodzi o dysleksję, że postanowiłam zerknąć do literatury polecanej na wykładzie. No i przepadłam! Zamiast iść na angielski machnęłam 80 stron na raz a przerwałam, żeby iść na fakultet. Opiszę tutaj tę książkę na pewno!

Angielski był w tym semestrze nieobowiązkowy ale na niego chodziłam i nie żałuję. Robiliśmy testy PET, które już zdaję na spokojnie co oznacza, że teraz mogę się uczyć na wyższym levelu :) Oczywiście mój poziom się podniósł nie tylko dzięki zajęciom co dwa tygodnie. Spotykałam się też z korepetytorką kilka razy i rozmawiałam z ludźmi na interpals.net. Dodatkowo musiałam czytać artykuły naukowe po angielsku :)

Koło naukowe, czyli grupka ludzi zakochanych w psychologii to niemalże cotygodniowa dawka motywacji. Nie ważne czy musiałam dojechać z Wyszkowa, wychodzić wcześniej z pracy czy brat na mnie czekał z zapakowanym samochodem bo właśnie trwała moja przeprowadzka - musiałam być. Były burze mózgów, plany Pikniku Naukowego, dużo informacji o globalnym ociepleniu, zajęcia w laboratorium <3
Na koło nie przychodzą ludzie, którym się nie chce, oni w większości także padają na twarz ale są zajarani i ciągle chcą więcej. Jest powiedzenie "jeśli jesteś najmądrzejszą osobą w pokoju, to znaczy, że jesteś w złym pokoju". Na spotkaniach koła absolutnie nie jestem w złym pokoju :)

Niestety pod koniec semestru zaczęła mnie ogarniać niemoc, Brak motywacji, chęci i sił. Poczucie, że wszystko co robię zabiera mi czas i nic nie daje w zamian. Psychologia pochłania masę pieniędzy i ogranicza wolność do minimum. Mam teraz taki czas, że chcę zmienić wszystko. Jest mi źle i czuję się nie na miejscu.
Nie mogę dostać stypendium, więc muszę płacić co miesiąc więcej niż 1/4 swoich zarobków (mieszkanie to około 1/2). Prosty rachunek daje smutny wynik - ledwie starcza mi na życie a czasem nie. Wiem, że nie ma się czym chwalić i wyżalanie się nie ma większego sensu bo sama tak wybrałam. Coś za coś. Ciągle mam jednak nadzieję, że coś wykombinuję i dam radę.
Gdyby nie zjazdy co dwa tygodnie i koło naukowe, z którego dużo czerpię to mogłabym rzucić wszystko i wyjechać ale nie chcę tego zostawić - to też mój wybór.
Stąd spadek motywacji i wrażenie, że daję z siebie wszystko a nic nie dostaję w zamian. Na szczęście to mija z każdą chwilą spędzoną w szkole. Nie miałam chęci nauczyć się na ważne kolokwium i poszłam bez nadziei a dostałam szansę - zostało przełożone a ja się obudziłam. Teraz będzie dobrze...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)