wtorek, 4 października 2016

Dobra zmiana - o tym jak zmieniłam się przez półtora roku.



Nie muszę tego ciągle słyszeć, żeby o tym wiedzieć. Zmieniłam się i to jest faktem, jednak co się konkretnie zmieniło i w jaki sposób to już kwestia sporna. Dla jednych na lepsze, dla innych na gorsze - jak jest według mnie? W tej zasadniczej kwestii akurat najbardziej obchodzi mnie moje własne zdanie, wyłącznie.


Kolejnym niezaprzeczalnym faktem jest, że urosły mi włosy :) Bardzo się z tego cieszę, niestety są słabe i muszę ciągle kombinować jak najlepiej o nie zadbać, żeby jakoś wyglądały. Wielką robotę zrobiła moja genialna siostra, która podcięła mi końcówki maszynką. Nie więcej niż 2-3 cm a efekt ogromny. Włosy wydają się gęstsze i ogólnie ładniejsze. No dobra bez jaj... nie chciałam pisać o włosach ;)

Prawdopodobnie pisałam już o tym (jeśli nie tutaj to na moim pierwszym blogu-pamiętniku), bardzo chciałam dokonać w sobie zmian, najlepiej długofalowych. Jestem w trakcie realizacji swojego wielkiego celu i efekty zauważam na bieżąco. Zdjęcie pokazuje to od strony wizualnej ale nie tylko ona przeszła metamorfozę. 

Kiedy ponad 3 lata temu planowałam przeprowadzkę do Warszawy, miałam cel aby z każdym dniem stawać się lepszą wersją samej siebie. Dużo błądziłam a moja zmiana to ciągły proces, który mam nadzieję nigdy się nie zakończy. Jestem dumna z siebie i z efektów jakie stopniowo uzyskuję. 

3 lata temu byłam skopana przez życie, miałam mnóstwo kompleksów i głowę pełną nierealistycznych wizji świata. Tak naprawdę znałam życie ale tylko od jednej strony. W związku z tym zamiast zdobywać świat popadałam w coraz większe problemy. Na zdjęciu z lewej strony jest koniec zimy/wczesna wiosna roku 2015 i dopiero zaczynam czuć się odrobinę bezpieczniej. Już nie daję się kopać życiu tylko odbywam z nim poważną rozmowę. Zawieramy ugodę - ja zaczynam robić dla niego same dobre rzeczy a ono przestaje robić mi te złe. 

Wtedy właśnie podjęłam pracę w korpo z wykształconymi, inteligentnymi i ambitnymi ludźmi. Wtedy też podjęłam decyzję o studiowaniu psychologii. Na obu polach starałam się równać w górę i to było moją codzienną motywacją. Chciałam być idealnym pracownikiem i być jedną z najlepszych osób na roku - nawet jeśli z obu dziedzin miałam w zamian uzyskać tylko satysfakcję, to ją osiągnęłam.

W pracy nie popełniałam błędów, na początku nawet przestrzegałam wszystkich zasad a dodatkowo wymyślałam własne sposoby na usprawnianie. Myślałam, że był to strzał w dziesiątkę a tak naprawdę trafiłam w kolano bo w nagrodę lub za karę - obawiam się, że ani jedno, ani drugie, - zostałam przeniesiona do innej sekcji. Bardziej wymagająca praca na tych samych gównianych warunkach. Dalej byłam bohaterem swojego biurka ale powoli traciłam motywację.

Na szczęście miałam już zaślubioną miłość mojego życia - psychologię. To dzięki niej nadal czegoś ciągle chciałam. Wspominałam już na tym blogu niejednokrotnie, że dla psychologii zrobiłam przez rok więcej niż dla pedagogiki przez 3 lata. Od pierwszego dnia przestrzegam kodeksu etycznego i na każde swoje maleńkie nawet odejście od zasad mam wyrzuty sumienia. Nie mogę jej tego robić - to psychologia wybrała mnie a ja zrobię wszystko co mogłam by tego nie żałowała. 

Czemu właściwie to piszę teraz? Bo zaczął się nowy rok akademicki? 

Nie do końca o to chodzi ale poniekąd. Zmiany, które we mnie zachodzą nie podobają się wszystkim. W ostatnim czasie byłam stawiana pod presją wyborów i naciskiem na rezygnację z pewnych decyzji. Tylko, że właśnie zmieniłam się i już nie oddaję tak łatwo, tego co mi najdroższe. No way! Nigdy w życiu z własnej woli nie zostawię psychologii! Zbyt wiele jej zawdzięczam.

Oprócz tego, że spełniam marzenie mogę rozwijać samoświadomość. Uczę się dużo o tym jak funkcjonuje człowiek, dzięki czemu poznaję odpowiedzi na trudne pytania. Uczę się jak działam ja oraz ludzie, z którymi mam do czynienia. Chcę być świadoma i chcę wiedzieć jak najwięcej. Chcę móc wybrać w co wierzę. Nie pozwalam już sobie niczego wmawiać ani też nie udaję, że w coś wierzę tylko dla czyjejś satysfakcji. Niczego już nie udaję i jest mi z tym bardzo dobrze. 

To nic, że popełniłam taki długi tekst, którego na 99,9 % nikt nie przeczyta. Bardzo chciałam powiedzieć i zobrazować w jakim kierunku podąża zmiana. Jak bardzo otworzyłam się na nowe. 

Nie słucham już wyłącznie polskiego rapu. Byłam na Kraków Life Festiwalu (opisałam go dokładniej w innym poście), tydzień później na koncercie Bednarka a jakiś tydzień temu na festiwal muzyki klasycznej. 
Przestałam nosić nieśmiertelny dres. Zgubiłam swoje ulubione szare spodnie dresowe i częściej noszę sukienki. Mimo wszystko kupiłam też nową nieśmiertelną bluzę z kapturem. Bo chciałam.
Przestałam pracować w korpo bo chciałam spróbować czegoś innego, czegoś co kiedyś dawało mi szczęście. Czy to słuszna decyzja? Jeszcze nie wiem ale chciałam spróbować.

W ciągu półtora roku zyskałam wiarę w swoje możliwości, wolność w podejmowaniu decyzji, poszerzyłam horyzonty i pozbyłam się kompleksów. Nie żałuję niczego czuję się teraz znacznie lepiej a przecież to dopiero początek :)
Wszystko zaczęło się, kiedy po raz drugi zapisałam się na psychologię,


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)