poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Kraków Live Festival 2016 - przypadkiem odwiedziłam Kraków po raz drugi w tym miesiącu




Tak się złożyło, że ostatnio jakoś dużo wygrywam w konkursach. Na przykład piłkę Adidas z Euro 2016, kosmetyki Tołpa i bilet na festiwal. To za sprawą wyzwania jakie postawiła Ania swoim czytelnikom. Wzięłam sobie do serca poradę, że jak udział w konkursie nie zajmie więcej niż 10 minut, lepiej zrobić to od razu. W ten sposób wygrałam bilet na Kraków Live Festival 2016.



Od początku: przeglądając Instagram natknęłam się na link sposnorowany - taka reklama, do konkursu Desperados. Zadanie polegało na ustawieniu na mapie niezwyczajnego miejsca imprezowego. No to ustawiłam takie, w którym zawsze było najlepiej - moją własną działkę :)
Nieopodal jest mały lasek a na środku stoi szopa, zrobiona z drewna i wszystkiego innego co akurat mój brat z kolegami mieli pod ręką. Wygląda to tak.

O wygranej dowiedziałam się w zeszły wtorek a festiwal miał się odbyć w weekend. Czyli miałam trzy dni na podjęcie decyzji czy jadę. Zarezerwowałam nocleg w DS Akademia Muzyczna (bardzo polecam!) przez booking.com. Wystawiłam bilet na sprzedaż ale zainteresowanie było niewielkie bo bilet był elektroniczny. Nie chciałam się wzbogacić tylko przeznaczyć pieniądze na coś pożytecznego, ponieważ wyjazd wiązał się z dodatkowymi wydatkami jak nocleg czy wyżywienie na miejscu.

Na szczęście moja najlepsza na świecie współlokatorka Weronika przekonała mnie, żebym jechała. Jej argumentem było to, że nie można zawsze wydawać pieniędzy na coś pożytecznego (jest trochę zakupoholiczką), oraz fakt, że na festiwalu poszerzę horyzonty. To prawda - horyzonty poszerzyłam ale mogłam to robić o choćby jeden dzień krócej :)

W piątek poznałam kilka fajnych osób, z którymi bawiłam się świetnie. Bartka poznałam na przystanku, gdzie dołączyły do nas Ania i Emilka. Razem chodziliśmy po krzakach, żeby się dostać po opaski wcześniej niż wszyscy :) Potem dziewczyny się odłączyły ale dołączyły dwie inne - Karolina i Marzena, również bardzo fajne. Wszystkie wymienione osoby należą do mocno zaangażowanej społeczności fanów na facebooku. Wszyscy przyszli, żeby zobaczyć Się na żywo.

Z racji tego, że chcieli sobie zająć miejsce pod sceną poszli ze mną na koncert Damiana Marleya, którego nie znali (O Bobie Marleyu też nie słyszeli!! :O). Jego koncert był suuuper :) Atmosfera przemiła i te wszystkie utwory na żywo są o wiele bardziej cudowne.

SIA jednak była gwiazdą wieczoru i mam wrażenie, że również całego festiwalu. Nie znałam i nie znam wszystkich jej piosenek ale wszystkie, które znam są piękne. Po tym widowisku - bo to nie był tylko koncert, lubię ją jeszcze bardziej. Wszystko co się tam działo było tak cudowne, że nie wiedziałam czy lepiej słuchać czy patrzeć. Stałam naprawdę blisko sceny i powiem, że odtwarzanie przez tancerzy choreografii z nagrań na telebimach było mistrzowskie!

The Massive Attack miało mnie rozwinąć muzycznie ale wrażenie zrobiły na mnie jedynie efekty wizualne. Natalia Nykiel - bardzo pozytywna osoba ale jej muzyka nadal mnie nie przekonuje.

The Dumplings za to mnie bardzo pozytywnie zaskoczyli. Na co dzień nie słucham takiej muzyki ale to jest takie miłe dla duszy, że czasami można się rozpłynąć. Dziewczyna ma przecudowny głos a muzyka przyjemnie wpada w ucho.

Na resztę nie poszłam bo nie byłam zainteresowana koncertami artystów, których nie słucham lub nie lubię. Do tego byłam tam całkiem sama bo ludzie drugiego dnia już nie byli tacy fajni jak fani Sii.

Podsumowując: warto czasami wydać pieniądze na coś niepożytecznego :)

P.S.: Serdecznie polecam posłuchać The Dumplings, zwłaszcza tych piosenek po polsku!

P.S2.: Jeszcze tylko opiszę wrażenia z Dortmundu i koniec tekstów urlopowych. Niedługo zaczyna się rok akademicki i w końcu zajmę się znowu psychologią <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)