sobota, 20 lutego 2016

Czemu boję się książek?



Zazwyczaj książki wypożyczam w bibliotece miejskiej, która jest moim ulubionym miejscem na Ziemi. Ostatnio jednak zauważyłam, że na półce mam kilka książek czekających na przeczytanie. Są to głównie nietrafione prezenty lub wzięte na szybko z wyprzedaży do czytania w autobusie. Jest tam też jedna wzięta z wyprzedaży pod wpływem impulsu ale nie przeczytałam jej bo się boję. Czego się boję?
Mam za sobą sporo książek, które wryły mi się w pamięć z racji emocjonalnego zaangażowania w historie bohaterów i za każdym razem kiedy o nich pomyślę czuję zbyt wiele na raz. Studiując resocjalizację chciałam wiedzieć z czym się mierzę, żeby w praktyce nie poczuć rozczarowania i szukałam działki, w której dałabym radę udźwignąć ciężar emocji. Czytałam historie o porywanych i gwałconych dzieciach, o narkomanach, prostytutkach, skorumpowanych policjantach itp. Sporo tego było ale póki co powiedziałam sobie stop. Od kiedy zaczęłam studiować psychologię zauważyłam, że jest więcej takich książek, których się boję a właściwie lękam się tych emocji bardzo negatywnych.



Bałam się takich pozycji jak np. "Oskar i pani Róża" bo nie wiedziałam jeszcze jak poradzę sobie z historią chorego dziecka. Bałam się klasyków takich jak np "Pachnidło" bo myślałam, że nie jestem na tym poziomie ukulturalnienia, żeby rozumieć tak osławione dzieła. Bałam się również wielu podręczników akademickich (!), które mogłam przeczytać już dawno ale bałam się, że jestem za głupia, żeby je zrozumieć.

Owszem byłam za głupia, żeby zrozumieć, iż książki są po to bym była mądrzejsza... Najgorzej, że to nie było wcale tak dawno. Dlatego teraz piszę szarpaną polszczyzną, bo pozwalałam sobie zazwyczaj na tani chłam do czytania zamiast sięgnąć po coś ambitnego. Zawsze dużo czytałam ale teraz już wiem, że to była ucieczka od problemów jak każdy nałóg. Dziś już to wszystko wiem, jednak czasu nie cofnę a mam go za mało by nadrobić stracony.

Jak mogę naprawić błędy młodości? Na przykład mierząc się z tym czego się bałam. "Pachnidło" okazało się dla mnie faktycznie za ciężkie i trochę nudne chociaż może jeszcze kiedyś do niego wrócę bo póki co skończyłam na pierwszym trupie dziewicy :)



"Oskar i pani Róża" był w promocji, więc skorzystałam i mam ładne wydanie w twardej oprawie. Słyszałam wiele razy, że warto mieć, więc nie czekałam na bibliotekę. Kilka dni temu złapało mnie przeziębienie i przeczytałam w końcu. Zajęło mi to około godzinę a wrażenia miałam zupełnie inne niż przypuszczałam. Mimo wszystko jest to wesoła historia a jako, że ostatnio jestem wrażliwa na punkcie religii poruszył mnie wątek wiary, więc późniejsze refleksje miałam bardziej na ten temat. Autora bardzo lubię czytać dlatego sięgnęłam jeszcze po "Napój miłosny" tak na walentynki :)



Podręczniki i inne książki naukowe są czasami faktycznie bardzo ciężkie w odbiorze ale zawierają mnóstwo nowej wiedzy, której nie zdobyłabym w inny sposób. Niektóre tylko skłaniają do głębszej refleksji a inne dają gotowe rozwiązania. Wiem też, że nie zawsze warto brać w ciemno to co poleca wykładowca. Czasami lepiej poszukać samodzielne lektury na dany temat biorąc pod uwagę różnice.
Przykładem jest historia z mojej resocjalizacji:
Wykładowca X uczył nas o terroryzmie i jako główną lekturę polecał swoje dzieło, którego de facto nigdzie nie mogłam znaleźć, nawet w bibliotece Akademii Obrony Narodowej gdzie ponoć też wykłada. Doktor Y uczył nas innego przedmiotu, jednak bliski był mu również temat terroryzmu dlatego zaproponował nam lekturę najbardziej znanego kryminologa w Polsce. Wykładowca X dowiedziawszy się o tym, kategorycznie zabronił nam czytać czegokolwiek autorstwa owego kryminologa. Na uczelni zrobiło się głośno o ich radykalnie różnych poglądach, zaczęli oni (według plotek) wymieniać zdania między sobą a wszystko dotarło do dziekana i żaden z nich już tam nie uczy. Dlatego lektury polecam dobierać z rozwagą ale nie bać się ich :)

Mam jeszcze kilka takich książek, do których zabieram się jak pies do jeża, więc postanowiłam uczynić z nich wyzwanie. Nie spieszy mi się z jego realizacją aczkolwiek fajnie by było, gdyby udało mi się je przeczytać do końca roku. Są to:
- jakaś książka po angielsku (wstyd, że jeszcze żadnej nie udało mi się w całości ogarnąć...)
- lektura szkolna, przy której właściwie nikt nie wiedział co autor ma na myśli (sporo tego było, coś     wybiorę :))
- tekst filozoficzny W CAŁOŚCI, najlepiej starożytny bo zawsze lubiłam ale wyrywkowo
- poezje, czyli coś czego za nic w świecie nie byłam w stanie ruszyć "bo nie i już"


Aktualnie czytam również coś poza moim dawnym schematem bezpiecznych lektur, mianowicie "Stulecie chirurgów". Historia początków chirurgii wydana w połowie XX w i drastycznie opisująca niektóre operacje z XVII, aż ciężko uwierzyć jak wiele zmieniło się przez ten czas... Polecana przez doktor psychologii na zajęciach, zakupiona w pięknym wydaniu (Znak) na promocji w Matras. Gruba, w sztywnej okładce z materiałowym grzbietem, niezbyt tania ale WARTO :)



P.S.: Może założę sobie w końcu konto na lubimyczytać.pl :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)