środa, 20 stycznia 2016

Jak pokochałam swoje studia? + przyznaję się do kilku błędów żółtodzioba :)



Jak mi się studiuje psychologię? Cudownie! Nie powiem, że łatwo ale jest super. Od pierwszego dnia zajęć jeszcze nie miałam momentu zwątpienia, nadal uważam rozpoczęcie studiów od nowa za jedną z najlepszych decyzji w życiu. Minęło dopiero kilka miesięcy a mój umysł już chłonie wszystko z otwartą buzią (serio z otwartą!), zakochuję się w mózgu i bardzo chcę go zrozumieć a za najważniejszy przedmiot uważam etykę zawodu psychologa, bez względu na to w jakiej działce się jeszcze zakocham to etyka jest numerem jeden.

Jeżeli każdy student psychologii też by uznał etykę za najważniejszy kawałek studiów to może udałoby się zminimalizować ryzyko trafienia na niekompetentnego psychologa. Postępując zgodnie z kodeksem etycznym miałby świadomość tego, iż pracuje całym sobą, więc musi być kompetentny. Oznacza to, że powinien mieć wiedzę i umiejętności a dodatkowo stale je pogłębiać, dbać o siebie ze strony psychicznej i fizycznej. Powinien prowadzić takie życie, żeby nie musieć się go wstydzić przed pacjentem/klientem.



Mimo, że nie zarabiam kokosów to postanowiłam w każdym semestrze ZAKUPIĆ książki rekomendowane przez wykładowców oraz inne powiązane z psychologią, nie wypożyczyć bo chcę je mieć w każdej chwili na wyciągnięcie ręki. Poza tym zgodnie z wytyczną wykładowcy chcę czytać CHOCIAŻ jedną książkę tygodniowo bo wiem jakie to ważne i nie chciałabym robić sobie zaległości.

Skoro już jestem przy książkach to chciałabym coś wyjaśnić. Jakoś na początku tego bloga zaczęłam pisać o książce Mateusza Grzesiaka i tak jakby się nią zachwycać. Popróbowałam sobie żyć te 100 dni w szczęściu tak jak autor miał w zamiarze i zauważyłam, że narasta we mnie frustracja. Bo niby jak mam osiągnąć szczęście wykonując codziennie inne ćwiczenie? Bez sensu, szczęśliwa mogę się poczuć dzięki temu tylko na chwilę. W ogóle jak tak go obserwuję na facebooku to coraz bardziej wątpię w jego zajebistość. Owszem on jest szczęśliwy i ma "fajne życie" ale to nie oznacza, że ja nie. Też mogę być szczęśliwym człowiekiem bez mieszkania co tydzień na innym kontynencie i mieć fajne życie nie emanując nim i udowadniając reszcie, że oni nie mają bo są za biedni. Póki co nie usuwam tamtych postów bo nie chcę ukrywać powodu moich wątpliwości. W końcu bloga prowadzę po to by widzieć jak na przełomie 5 lat studiowania będzie mi się kształtować myślenie krytyczne oraz żeby śledzić postępy w nabywaniu wiedzy i umiejętności.

Miałam wątpliwości czy przyznać się do błędu w ocenie ale chcę być fair wobec siebie i ludzi, którzy tu trafią. Nie jest to mój jedyny grzech do wyznania, mam też inny. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów psychologicznych miałam wątpliwość czy kontynuować pedagogikę, którą już trochę znam czy pójść na psychologię z miłości. Wybrałam się więc na szkolenie z bajkoterapii a w pakiecie dostałam jeszcze certyfikat z diagnozy i terapii zaburzeń lękowych u dzieci oraz opiniowania psychologiczno-pedagogicznego. Poszłam na to szkolenie z nadzieją, że coś mi się rozjaśni i dowiem się czegoś nowego. W efekcie dostałam trzy certyfikaty a całe szkolenie trwało jakieś 6 godzin z przerwami. Więcej bym się dowiedziała z książek i internetu. Po szkoleniu miały być materiały, których miało być dużo. Za kilka dni dostałam na maila kilka skanów bajek, które były skrytykowane na szkoleniu jako zbyt nudne. Miałam przesłać bajkę do sprawdzenia ale po czymś takim straciłam wenę i zapał. Najgorsze, że w międzyczasie pochwaliłam się certyfikatem w miejscu, gdzie kiedyś robiłam praktyki i poprosiłam o możliwość poćwiczenia na dzieciach. Oczywiście nie poćwiczyłam bo specyfika tej placówki nie jest łatwa i przyjemna do takich zabaw a szkolenie nie wyposażyło mnie w odpowiednie umiejętności. To był pierwszy raz kiedy wydałam bez sensu pieniądze na dokształcanie. Dopiero na studiach zostaliśmy ostrzeżeni, że taki rzeczy będą się zdarzać i są wpisane w specyfikę zawodu, a poza tym, że NALEŻY POKOCHAĆ WĄTPLIWOŚCI.

Poza tym trafiłam w końcu na właściwego człowieka od filozofii :D zawsze mi się podobała ale spotkałam na swej drodze edukacyjnej za dużo osób, które nie potrafiły o niej mówić z pasją. Zasady zaliczenia przedmiotu zostały jasno określone na pierwszym wykładzie, jednak czuję, że to nie będzie takie łatwe... Temat na esej to "Sens istnienia miłości w XXI w" a ja biedna uświadomiłam sobie, że za wiele nie mam do powiedzenia bo latami unikałam tematu. Jasne, zawsze wiedziałam jak ważna jest miłość dla innych ludzi ale dla mnie? Jeszcze gdyby w domyśle chodziło o każdy rodzaj miłości to okej bo jak każdy człowiek żywię jakieś uczucia do bliskich ale wykładowcy chodzi o ten rodzaj miłości jaki rodzi się między kobietą a mężczyzną, ewentualnie miłości homoseksualnej - wszystko w odniesieniu do Freuda, który uważał kobiety za zbrakowane przez brak penisa.

Dużo szufladek mi się w głowie otwiera i z jednych coś wyrzucam, do innych coś dokładam aż zostają puste i czekają na napełnienie nową wiedzą ale cieszę się bardzo z tego przemeblowania bo to bardzo ważne dla mnie i dla ludzi, z którymi być może będę kiedyś pracować. Dowiedziałam się na przykład, że gdzieś tam w środku jestem perfekcjonistką chociaż wmawiam sobie, że wcale nie. Mimo to staram się z tym walczyć od jakiegoś czasu zamiast wypierać ze świadomości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)