środa, 7 października 2015

Tanie odżywianie: link do fajnego bloga o finansach + moje sposoby



Jest w sieci bardzo fajny blog o finansach tajemniceportmonetki.pl, dzięki któremu zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to ile wydaję na jedzenie. Przeraziłam się i powolutku wprowadzam w życie program naprawczy dla mojego budżetu spożywczego. Dla osoby jedzącej stanowczo za dużo to nie lada wyzwanie!

Podobno ludzie dzielą się na dwa typy:



Zgadnijcie, do którego należę? DO ŻADNEGO! Jestem miksem tych dwóch typów. Ok może nie mam nadwagi ale kiedy w ogóle się nie pilnuję, bardzo łatwo przybieram na wadze. Paradoksalnie im bardziej chcę schudnąć, tym bardziej robię się głodna co przekreśla każdą możliwą dietę. Cóż, nie umiem się powstrzymać na widok pizzy i czuję się zobowiązana wypróbować każdą nowość od Milki jaka wejdzie na polski rynek...

Diety odchudzające nie są dla mnie ale zdrowe odżywianie to coś innego. W kolorowych magazynach wiedzą, że zdrowie jest bezcenne dlatego nie ograniczają się w promowaniu coraz nowszych odkryć, dzięki którym już nigdy nie zachorujemy, wystarczy, że to kupisz i zjesz. Czasami dawałam się nabrać aż w końcu zaczęłam się zastanawiać gdzie są do cholery moje ciężko zarobione pieniądze i dlaczego właściwie je przeżarłam?! 

A wystarczyłoby zamiast paczki czipsów do wieczornego filmu obrać i pokroić ze dwie marchewki i ogórka... Dla jednych to strasznie dużo jedzenia jak na kolację a ja jeszcze maczam to wszystko w jogurcie naturalnym z przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku i ziołami prowansalskimi :D Może mądre to nie jest, żeby tyle jeść wieczorem ale z drugiej strony, kiedy porównam dwie marchewki i ogórka z paczką czipsów (takie lepsze kosztują około 4-5 zł)... Czosnek to mój kuchenny król, więc jestem skłonna dodawać go do wszystkiego. Nie jest drogi a jaki daje efekt (nie mówię o zapachu tylko o kwestiach zdrowotnych)!

Na obiad jakoś nigdy specjalnie nie ograniczałam się wielkością porcji ani ich ilością... To też zbyt mądre nie jest jednak nie lubię być głodna :P Od niedawna staram się regularnie przygotowywać sobie posiłki do pracy samodzielnie, ponieważ to co wydawałam u "Pana Kanapki" jakoś tak zaczęło mnie przyprawiać o zawroty głowy. A może to nie suma tylko jakość nabywanych produktów... Dziś już wiem, że lepiej wydać 13 zł w biedronce i mieć obiad z domu + wodę i owoce. Co kupiłam za taką kwotę? Kuskus, mrożoną fasolkę zieloną, mrożoną rybę do piekarnika z sosem serowym (tak, wiem zdrowotny shit ale jakie dobre, mmm...) kukurydzę w puszce, paprykę świeżą, dwa banany, gruszkę i 1,5 litra wody niegazowanej. Po przygotowaniu dwóch porcji zostało mi jakieś 3/4 opakowania kuksusu, 3/4 puszki kukurydzy, pół paczki fasolki i owoce do musli z jogurtem na śniadanie. Co bym miała licząc na "Pana Kanapkę"? Dwie łyżki ryby po grecku z wątpliwością czy w ogóle tam jest ryba (czy sama panierka z marchewką) za 4 zł, kanapkę za 6,50 zł z podejrzanej świeżości zawartością i zostałabym ze świadomością, że zjadłabym jakiś owoc a w efekcie bym kupiła sok w butelce z automatu za 2,50 zł krzywiąc się na zawartość cukru. 

Ze śniadaniem mam zawsze problem bo jakoś lubię rano jeść chleb -_- co nie przyczynia się do korzystania z dobrodziejstw innych produktów typowo śniadaniowych. Kiedyś miałam gorzej bo do porannej kawy "musiałam" mieć coś słodkiego. Czy to znaczy, że śniadania jadam nudne? Czasami tak a właściwie zazwyczaj... Lubię jajecznicę z pomidorami, czosnkiem, szynką drobiową i serem żółtym ale kiedy ja ostatnio miałam w lodówce wędlinę :P i czas na takie rozwlekłe poranki... Mimo wszystko, skoro lubię jeść chleb to ok, byle ciemny. Taki duży krojony ze słonecznikiem z biedry jest spoko i starcza na kilka dni bo zachowuje świeżość ale lubię też taki z tesco na wagę za około 8 zł/kg, 
gdyby mama wiedziała ile on kosztuje... na szczęście mieszkam od niej z daleka i nie musi cierpieć :)
Do chleba lubię serki typu camembert ale też jakieś inne twarożki plus suszone pomidory na wierzch. Oczywiście wszystko z dyskontów, więc za serek nie płacę 7 zł tylko o połowę mniej a pomidorki to taki luksus, który musi pozostać bez względu na cenę :D

Jasne, że zdarza mi się rano wciągnąć chrupki czekoladowe z zimnym mlekiem ale wole to niż wielką białą bułę w sklepiku przy metrze. Na obiad też nie zawsze mam swój wypełniony pojemnik, niekiedy jeszcze kupię pojemniczek ryby czy zapcham się kanapką bo nie mam już siły na gotowanie ale mam też świadomość tego, że bez normalnego jedzenia tej siły nie odzyskam. Kolacji nie powinno się jeść, to też wiem, jednak jakoś tak mam, że czasami wystarczy mi grejpfrut a czasem wciągam paczkę popcornu.

Różnie to bywa z tanim i jednocześnie zdrowym odżywianiem dlatego zainspirowana pracowniczym newsletterem najeżonym przepisami tego typu chciałabym zacząć puszczać w obieg moje autorskie lub czyjeś ale zmodyfikowane przeze mnie przepisy na coś dobrego :D
W kolejce czekają owsiankowe muffinki, soczewica z pomidorami, makaron ze szpinakiem, smoothies z grejprutem, kapuśniak i wiele, wiele innych...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)