wtorek, 6 października 2015

Psychologia i życie



Taki właśnie tytuł ma pierwsza obowiązkowa lektura na moich studiach psychologicznych. Zrobiłam to! Zapisałam się, zapłaciłam i poszłam na pierwsze wykłady. Czy psychologia zaoczna po licencjacie w jakiejś tam wyższej szkole ma sens? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Poniżej krótka opinia na temat pierwszych zajęć w WSFiZ.



Od zawsze wiedziałam, że chcę iść na studia. Przechodziłam przez różne etapy w życiu i różne pomysły na kierunek mi przychodziły do głowy. Psychologia zaskoczyła nawet mnie samą. Nigdy nie brałam jej po uwagę bo to trudne, drogie i w ogóle. Tuż po maturze po raz setny chyba przeglądałam wszystkie informatory zebrane w wielką reklamówkę na targach maturzystów i przypadkiem trafiłam na psychologię sądowo-penitencjarną. Poczytałam, zajarałam się o odłożyłam temat.

Potem wracałam do tego prospektu wiele razy aż w końcu przejrzałam wszystkie szkoły wyższe w okolicy, na których jest psychologia. Nie brałam pod uwagę innych miast niż Warszawa bo to tu chciałam mieszkać. Na drugi dzień po odebraniu wyników matur pojechałam na dzień otwarty do Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania, pogadałam ze studentką i zapisałam się na dzienne... W prywatnej uczelni na dziennych studiach trzeba płacić. Wtedy myślałam, iż skoro rodzice mówią, że mi pomogą to dam radę. Namówiłam kolegę, który też się zapisał i przez całe wakacje czytałam książki z podstaw psychologii.

W okolicy września trzy lata temu plany się zmieniły i jednak nie mogłam liczyć na rodziców. Niby mogłam się przepisać na zaoczne ale nie chciałam. Już w ogóle nie chciałam iść na studia. Nagle przypomniało mi się o koleżance z podstawówki, która poszła do Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Kiedyś to była dobra uczelnia... uczył w niej prof. Brunon Hołyst i w ogóle trzymała jakiś poziom. W momencie kiedy ja w ostatniej chwili tuż przed początkiem roku akademickiego podjęłam decyzję, że przez rok postudiuję resocjalizację i pomyślę co dalej, szkoła powoli upadała. Jeszcze całkiem nie upadła natomiast poziom w niej leży i kwiczy a ja zamiast uciec i si ratować zostałam...

Całe studia licencjackie tam wytrzymałam i uważam AH za żenującą historię w moim życiu. Powinnam była przerwać ten cyrk w trakcie ale tego nie zrobiłam bo myślałam, że sama coś z tego wykrzesam. Owszem coś tam się nauczyłam ale niewiele, praktyki zrobiłam ponad obowiązkową liczbę godzin ale przez cały ten czas czułam, że kocham psychologię i to w WSFiZ powinnam być.
Każdy psychologiczny przedmiot był dla mnie najważniejszy i tak samo fajny jak te kryminologiczne.

Rozdarta pomiędzy miłością do psychologii a stłamszonym zaciekawieniem kryminologicznymi przedmiotami poszłam za głosem serca z nadzieją, że nie będę żałować.
Za mną pierwszy weekend na psychologii. Mam cztery przedmioty, zajęcia po pół dnia a jako lektury książki po 600 stron każda.
Filozofia, którą lubię jest prowadzona w zabawny sposób przez kompetentnego człowieka i mimo, iż jest w soboty od 8 rano chcę chodzić na nieobowiązkowe wykłady z ciekawości, którą ten człowiek we mnie rozbudził.
Etyka i wprowadznie do psychologii prowadzi jedna osoba, bardzo fajna babka. Energiczna, uśmiechnięta, z dystansem i zakochana w mózgu. Przypomniała też o tym, iż kodeks etyczny psychologów obowiązuje nas już od pierwszego dnia studiów, co niestety dla niektórych raczej nie było jasne.
Biopsychologię prowadzi starszy człowiek ale też to co mówi jest ciekawe. Lektury do wyboru dał dwie: polską i amerykańską. Wybrałam amerykańską a moja współlokatorka (studentka socjologii z zacięciem do muzykologii) tak się zajarała tym opasłym tomiskiem, że cały wieczór wczoraj czytała i przeglądała całą książkę fragmentami.

Póki co, przez cały weekend zajęć nie usłyszałam ani jednej nudnej rzeczy, wszystko co każą mi tam robić jest bardzo ciekawe i fajne. Na roku mam trzy grupy i tylko obawiam się o specjalność bo na pewno nie wszystkie ruszą. Mam nadzieję, że neuropsychologia kliniczna wystartuje, bo mimo iż szkoła nie jest jakoś bardzo znana to ŚP.prof. Jaśkowski dał duuuży wkład w rozwój tej nauki jako właśnie wykładowca z tej uczelni. Właściwie to nie jest jeszcze w tym momencie tak istotne bo kliniczna ruszy na pewno, jak zwykle, więc nie muszę się obawiać, że zostanę psychologiem sportowym :P
Jedyny minus (niezależny od uczelni) to fakt, iż choćbym nie wiem jak się starała nie otrzymam nigdy żadnego stypendium, ponieważ absolwentom ŻADNA pomoc materialna nie przysługuje. Na szczęście brałam to pod uwagę i po chwilowym zmieszaniu dalej jestem zajarana :D

KOCHAM PSYCHOLOGIĘ <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)