czwartek, 17 września 2015

Mindfulness, czyli jak Martin Stepek udowodnił mi, że żyję uważnie



Co robi Aneta, kiedy ma wakacje? Co kilka dni sprawdza czy ma już harmonogram zjazdów bo nie może się doczekać aż zacznie studiować psychologię :D
Tym razem kliknęłam w ogłoszenie o warsztacie uważności Mindfulness, prowadził go Martin Stepek, wczoraj w mojej nowej szkole. Za wiele pojęcia o tym nie miałam ale poszłam bo nudziłam się w pracy, więc wyszłam godzinę wcześniej. O co chodzi w tej całej uważności?



Chodzi o to, żeby nie marnować w życiu ani jednej cennej chwili na nieuważność, ponieważ chwile są ulotne i nie ma szans na ich odzyskanie. Głównym i najbardziej prostym przykładem było picie wody. Kilka sekund wykonywania prymitywnej czynności, niezbędnej a jednak nie każdy ma szansę jej doświadczać tak często jak powinien. Wszyscy kojarzą akcje budowania studni w Afryce, wszyscy wiemy, że w krajach słabo rozwiniętych i ogarniętych wojną jest bardzo ograniczony dostęp do czystej wody przez co umiera mnóstwo ludzi. My mamy to szczęście, że z kranu leci nam czysta woda, którą możemy zmyć z siebie bakterie powodujące choroby, możemy ją pić i nawadniać organizm aby mógł żyć. Mimo wszystko nie wszyscy i nie zawsze ŻYJEMY, w większości jest to egzystencja, która nie ma nic wspólnego z doświadczaniem życia.

Jak więc zauważyć życie podczas picia wody? To bardzo proste, weź do ręki szklankę/butelkę i poczuj ją w dłoni. Jaką ma temperaturę, fakturę, wielkość? Czy jest ciężka? Teraz podnieś ją do ust i zobacz, że twoje przedramię właśnie wykonało pracę, doniosło szklankę do ust, ruszyło się do życia. Twoja ręka jest sprawna i możesz być wdzięczny, o nie każdy ma sprawne kończyny. Weź łyk wody i spróbuj nazwać to co czujesz, opisz wszystko co pojawia się w twojej głowie w momencie kiedy woda dotyka wnętrza twoich ust, kiedy znajduje się w przełyku i płynie dalej. Czy jest ci przyjemnie? Oczywiście, że tak! Dotknąłeś zimnej szklanki w upalny dzień, byłeś spragniony, więc się napiłeś a wtedy czysta i chłodna woda sprawiła, że poczułeś się dobrze. Czy wiesz jak wielkie masz szczęście, że mogłeś zaspokoić pragnienie? Bądź wdzięczny za to bo nie każdy ma taką możliwość, ty masz i postaraj się nie być na to obojętny.

Jeśli nie zauważasz drobnych codzienności tak naprawdę nie żyjesz. Oczywiście, że masz zbyt wiele obowiązków i inne ważniejsze rzeczy na głowie niż wczuwanie się w picie wody ale tu nie chodzi o kontemplację tej czynności za każdym razem, po prostu ją zauważ. Tak samo jak chodzenie. Codziennie dokądś chodzisz i czy zdajesz sobie sprawę z tego co mijasz po drodze? Gdybyś chodził uważnie poczułbyś na policzkach delikatny powiew ni to ciepły ni zimny ale bardzo przyjemny, ciężko go nazwać ale miło poczuć. Zauważyłbyś śpiew ptaków, szum drzew i życie toczące się dookoła. To co dzieje się dookoła to nie tylko ryk silników i kroki spieszących się ludzi na przejściu dla pieszych, to nie tylko głosy postacie w telewizorze. Przyroda także żyje obok ciebie, ptaki śpiewają żeby cię powitać a drzewa szumią, żeby chociaż trochę zagłuszyć zgiełk. Po prostu to zauważ i pozwól im żyć razem z tobą zamiast obok ciebie.

Skąd wiem, że żyję uważnie? Wiele miesięcy temu kiedy postanowiłam zmierzyć się ze swoimi demonami musiałam wypracować sobie jakąś metodę walki z nimi. Pomyślałam wtedy o tym, że nic tak nie drażni twoich wrogów jak to, że jesteś szczęśliwy i się cieszysz. Tylko jak miałam się cieszyć z czegokolwiek, kiedy byłam w tzw "czarnej dupie", nie miałam pracy, wykształcenia, perspektyw i w ogóle siebie też straciłam a zauważyłam to wszystko zbyt późno. Nie miałam wiele powodów do radości, więc postanowiłam je sobie stworzyć zauważając drobnostki i ciesząc się właśnie z nich.

Na początku myślałam, że to bez sensu cieszyć się z tego jaka pogoda jest za oknem kiedy nawet nie chciało mi się wyjść na zewnątrz ale z czasem mi się zachciało i zaczęłam cieszyć się bardziej bo doświadczyłam na swojej skórze tego co widziałam przez szybę. Z czasem chciałam więcej takich doświadczeń i bardziej intensywnych. Później nadchodziły kryzysy np. kiedy musiałam pracować cały weekend w jakiejś zapyziałej knajpie z kanapkami, gdzie syf był nie do ogarnięcia i z czego tu się cieszyć? Że tyram jak wół wydrapując paznokciami pleśń ze śmierdzącej lodówki za jakieś marne grosze? Ale halo! Kilka miesięcy wcześniej nie mieszkałam w Warszawie tylko leżałam w ciemnofioletowej klitce w domu, którego tak bardzo nienawidziłam na zadupiu gapiąc się tępo w ściany z przerwami na czytanie książek... Oczywiście, że miałam się z czego cieszyć. To nic, że czyściłam brudne lodówki paznokciami ale wyszłam z depresji! To dlatego nie żałuję żadnej pracy jaką kiedykolwiek wykonywałam bo dzięki nim zauważałam powolny ale jednak progres. Przez to że zauważyłam kilka drobnych szczegółów z otoczenia, przez to, że jakimś cudem udało mi się zmusić by chcieć je poczuć i zaczęłam więcej doświadczać. Zaczęłam żyć i wyszłam z nicości do świata, w którym chciałam żyć, który sobie wyobrażałam w najśmielszych marzeniach tamtego okresu po to by powoli realizować kolejne wizje prawdziwego życia.

Teraz mam 23 lata, kiedy wpadłam w nicość miałam 18. Kiedy zaczęłam z niej wychodzić miałam ponad 20 prawie 21 lat. Przez ostatnie dwa lata dzięki uważności odzyskałam siebie i w końcu żyję, nie przejmując się tym co ktoś myśli o moim życiu.

Kiedy zaczęłam zauważać nie miałam pojęcia o czymś takim jak Mindfulness, Martina poznałam wczoraj i dzięki jego słowom dowiedziałam się, że to co robiłam było dobre. Tak właśnie powinno to wyglądać, u każdego inaczej i w indywidualnym tempie. Ważne, żeby próbować i starać się jak najwięcej doświadczać, ważne by zauważać drobne rzeczy i cieszyć się z nich. Zajrzyjcie na jego stronę i poznajcie Mindfulness, który pomógł mi wyjść z depresji bez antydepresantów (ok może nie jakiejś bardzo głębokiej ale jakieś jednostki zwane lekarzami twierdziły, że raczej ją mam). Teraz pomaga mi odzyskać kreatywność...

Kolejny tekst napisze prawdopodobnie po szkoleniu z Bajkoterapii klinicznej, na które się wybieram w najbliższy weekend.
Ograniczam media społecznościowe w tym również bloga, dlatego starsze i niezbyt wartościowe teksty ogarnę (czytaj usunę) kiedyś, na razie niech są jako dowód na progres :)
Snapchat: na razie wcale
Instagram: średnio raz na dwa dni
Facebook: tu już inaczej bo nawet kilka razy dziennie ale nie przeglądam w standardowy sposób tylko klikam w interesujące linki ze stron/blogów, które obserwuję i to tyle
Pinterset: mniej więcej tak jak insta zamiast po kilka razy dziennie, chociaż korci mnie żeby zaglądać częściej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)