środa, 26 sierpnia 2015

Jak ja robię szczęście? Żółta książka Mateusza Grzesiaka po raz kolejny...



Czemu wracam do książki, którą już tu pokazałam? Temu, że jej autor nie przestaje mnie inspirować. Oczywiście nie tylko on ale mnóstwo innych osób i rzeczy. "100happydays czyli jak się robi szczęście w 100 dni" jest ze mną już 39 dni i z założenia (mojego własnego założenia) miała mi towarzyszyć codziennie rano tuż po przebudzeniu, jednak nie zawsze się to udawało.


 Prowadzę niepoukładane życie: na dwa domy a żaden nie jest mój, dwa miasta i z żadnym się nie utożsamiam, karierę z przyszłością w dużej firmie i zawód bez większych perspektyw, za to dający miliony pozytywnych emocji. Dla jednych jestem kimś a dla innych nikim, niby mam wszystko a jednak nic. W mieszkaniu dzielonym ze współlokatorami żyję dłużej niż w domu postawionym przez tatę własnymi rękami. Tak to w życiu bywa, że nic nie jest pewne, płyniesz sobie z prądem po bezpiecznej przestrzeni i  w każdej chwili możesz stracić grunt, ważne by mieć więcej niż jedną kończynę, żeby zmienić kierunek i podpłynąć w bezpieczniejsze miejsce. Tylko nie po to by tam zostać, równie dobrze może nadejść tsunami, które i tak wszystko zabierze :) panta rhei...

Osobiście proponuję się nie przywiązywać za bardzo zwłaszcza do rzeczy materialnych, przywiązanie do rzeczy i miejsc znacznie człowieka ogranicza. Na pewno miałeś kiedyś myśli typu "gdyby tak wszystko rzucić i zacząć od nowa, gdzieś indziej ale...". Mateusz Grzesiak to osoba, która na każde "ale" ma odpowiedni argument, na facebooku nawet ostatnio wstawia gotowe odpowiedzi na  komentarze podcinające skrzydła co jest bardzo fajne. Najgorzej, że dużo ludzi wierzy w prawdziwość tych komentarzy, na szczęście nie on i udowadnia to opisując każdy ze stu dni bazując na intstagramowej modzie na hashtag #100happydays, rozpoczętej przez Ukraińca mieszkającego w Szwajcarii.

 Dmitry Golubnichy myślał, że ma depresję i postanowił każdego dnia wstawiać zdjęcie tego co akurat go uszczęśliwiło by udowodnić, że nie jest tak źle. Mateusz robi to po swojemu dając nam własne świadectwo wraz z definicjami szczęścia popartymi dobrymi argumentami a po każdym dniu zadawaje ćwiczenie do wykonania. On nie przywiązuje się do miejsc, gdyż jest obywatelem świata a cała historia zaczyna się w momencie, kiedy wraz z rodziną wybrał się w podróż przez pół świata.

Ćwiczenia w książce są różne, łatwe i trudne, przyjemne i nieprzyjemne ale każde z nich jest skonstruowane w sposób poruszający czytelnika, zmusza do myślenia (ale nie boli :)). Postanowiłam wykorzystać sposobność pisania bloga, który założyłam aby nauczyć się pisać i wypowiadać po ludzku, do podzielenia się ze społecznością internetową swoimi spostrzeżeniami na temat owych zadań.

W każdą środę września chciałabym wybrać jakieś a następnie opisać w jaki sposób do niego podeszłam oraz co mi dało, Póki co mam za sobą 39 ćwiczeń i już spisałam 6, którymi KONIECZNIE chcę się podzielić z nadzieją, że ktoś tu zajrzy i pobiegnie do księgarni po jedną z lepszych książek rozwojowych i zacznie odpowiadać sobie na pytanie "jak się robi szczęście" a następnie uzyska odpowiedź i zacznie je po prostu robić :)

Masz już książkę? Podziel się wrażeniami zostawiając chociaż krótki komentarz.

Póki co, ŻYCZĘ WSZYSTKIM SZCZĘŚCIA :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad :)